Umowa UE – Mercosur zagrozi polskiemu rolnictwu. To rachunek strat dla wsi

Jacek Zarzecki, wiceprzewodniczący Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny prostuje nieprawdziwe informacje o umowie UE–Mercosur. Przedstawia liczby i jasno wskazuje jej negatywne skutki dla Polski.
– Ta umowa nie jest neutralna. Dla polskiego rolnictwa oznacza realne straty – podkreśla Jacek Zarzecki.
Czym jest umowa UE–Mercosur?
Umowa UE–Mercosur to porozumienie handlowe między Unią Europejską a krajami Ameryki Południowej. Obejmie ponad 700 mln konsumentów. W rezultacie stworzy największą strefę wolnego handlu na świecie.
Zachodnia Europa zyska nowe rynki eksportowe. Skorzysta motoryzacja, przemysł maszynowy i chemiczny. Jednak Polska zapłaci wysoką cenę. Rolnictwo pozostaje filarem gospodarki i obszarów wiejskich, dlatego skutki umowy uderzą bezpośrednio w wieś.
Kontyngenty zalewają rynek
Największe zagrożenie stanowią kontyngenty taryfowe:
- wołowina – 99 tys. ton w 6 lat,
- drób – 180 tys. ton w 6 lat,
- cukier – 180 tys. ton,
- etanol – 650 tys. ton,
- miód – 45 tys. ton.
– To nie są marginalne ilości. To wolumeny, które destabilizują rynek – zaznacza Zarzecki.
Dodatkowo Australia negocjuje własny kontyngent na poziomie 40 tys. ton, co jeszcze bardziej zwiększy presję cenową.
Nierówne zasady gry
Rolnicy w UE muszą spełniać rygorystyczne normy środowiskowe i zdrowotne. Kraje Mercosur takich zasad nie stosują, dlatego koszty produkcji po ich stronie są znacznie niższe.
– To klasyczny przykład podwójnych standardów. Europejski rolnik przegrywa na starcie – mówi wiceprzewodniczący PPZW.
Szczególnie groźny okazuje się import najcenniejszych elementów tuszy. Kontyngent wołowiny obejmuje rostbef, antrykot i polędwicę. To aż 15% rynku premium w UE.
Skala produkcji niszczy rolnictwo rodzinne
Różnice strukturalne są ogromne. W Argentynie gospodarstwo ekologiczne ma 3–5 tys. hektarów. W UE średnia wynosi 37 hektarów, dlatego europejskie rolnictwo rodzinne traci konkurencyjność.
Jednocześnie zagrożone są cele Zielonego Ładu. UE chce zwiększyć udział rolnictwa ekologicznego do 25%. Natomiast tania żywność z Mercosur podważa sens tej strategii.
Najbardziej zagrożone branże
Straty dotkną kluczowe sektory:
- drób – 225–540 mln euro strat i 15–30 tys. miejsc pracy,
- wołowina – 200–330 mln euro strat i 8–15 tys. miejsc pracy,
- cukier – presja taniego cukru trzcinowego,
- miód – 45 tys. ton importu bez cła uderzy w polskich pszczelarzy.
– Mówimy o tysiącach rodzin, które stracą źródło dochodu – ostrzega Zarzecki.
Skutki społeczne uderzą w wieś
Spadek dochodów rolników oznacza upadek gospodarstw. Następnie pojawi się bezrobocie, w konsekwencji czego młodzi ludzie opuszczą wieś. Najbardziej ucierpią małe i średnie gospodarstwa rodzinne.
Audyt Komisji Europejskiej z 2024 roku wykazał, że Brazylia nie eliminuje rakotwórczych hormonów wzrostu w hodowli bydła.
– Import takiej żywności podważa sens unijnych standardów i zaufanie konsumentów – podkreśla Zarzecki.
Zielony Ład tylko na papierze?
UE ograniczyła emisje gazów cieplarnianych o 27%. Polska o 25%. Natomiast kraje Mercosur znacząco zwiększyły emisje, m.in. Brazylia o 89%, a Paragwaj o 75%.
Mimo to UE planuje zwiększyć import żywności z tych państw.
– To zaprzeczenie unijnej polityki klimatycznej – ocenia przedstawiciel PPZW.
WPR nie ochroni rolników
Budżet Wspólnej Polityki Rolnej spada z 387 do 300 mld euro. Rezerwa kryzysowa wynosi 6,3 mld euro. Obejmuje jednak 7 lat, 27 państw i wszystkie kryzysy.
Mechanizmy ochronne nie gwarantują realnej pomocy gdyż brakuje dedykowanego funduszu interwencyjnego.
Polska notuje ujemny bilans handlowy z Mercosur w żywności. Deficyt sięga 1,66 mld euro rocznie. Po wejściu umowy sytuacja jeszcze się pogorszy.
Rachunek strat dla Polski
Skutki są jednoznaczne:
- straty w rolnictwie: 0,5–1,06 mld euro rocznie,
- zagrożone miejsca pracy: 33–64,5 tys.,
- import żywności: 20 razy większy niż eksport.
„Trójkąt Bermudzki” dla rolnictwa
Rolnictwo wpada w pułapkę trzech sił: presji importowej, Zielonego Ładu i braku finansowania.
– Każdy z tych czynników jest groźny. Razem tworzą czarną dziurę, w której znikną gospodarstwa rodzinne – podsumowuje Jacek Zarzecki.
