Branża mięsna zaskoczona odcięciem dostaw dwutlenku węgla
beef_forum_2019_rozanski
Dwutlenek węgla i ciekły azot odpowiadają za bardzo istotne elementy produkcji mięsa – wyjaśnia Wiesław Różański, prezes UPEMI. Foto_Mirosław Lewandowski
Branża mięsna jest zaskoczona i oburzona informacją dotyczącą wstrzymania dostaw oraz produkcji dwutlenku węgla i ciekłego azotu przez Grupę Azoty oraz Anwil.
– Dwutlenek węgla i ciekły azot odpowiadają za bardzo istotne elementy produkcji mięsa – wyjaśnia Wiesław Różański, prezes Unia Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego (UPEMI) i dodaje:
– Tak nagła decyzja to ogromne zagrożenie dla całej branży. Poczynając od ubojni, przez proces chłodniczy. Jednak konsekwencje sięgają o wiele dalej. Już dziś dostajemy alarmujące sygnały od naszych członków, że ubojnie będą musiały wstrzymać produkcję, co przy utrzymaniu się takiej sytuacji w dłuższym okresie wpłynie na hodowców, którzy nie będą mieli gdzie oddać np. trzody chlewnej.
Grupa Azoty i Anwil dbają o własne interesy?
Eksperci UPEMI informują, że tak nagła decyzja nie może być tłumaczona inaczej, jak dbaniem o własne interesy biznesowe firmy takich jak Grupa Azoty i Anwil.
Najlepszym przykładem są wyniki finansowe Grupy Azoty za I kwartał 2022 roku. Spółka chwali się, że zysk było o blisko 800 mln wyższy niż w roku poprzednim.
Warto nadmienić, że w spółce Skarb Państwa bezpośrednio posiada 32,99 udziałów, a dodatkowe 8,59% udziałów posiada kolejna spółka Skarbu Państwa TFI PZU SA.
Zakłady mięsne zawieszą działalność?
– Odbieramy mnóstwo telefonów od przerażonych członków naszej organizacji. Część z nich ma zapasu dwutlenku węgla na poziomie pozwalającym na utrzymanie produkcji przez maksymalnie tydzień – mówi Wiesław Różański
Jeśli zabraknie CO2, zakłady będą miały dwa wyjścia. Poszukiwać go na własną rękę lub zawiesić, albo całkowicie wstrzymać prowadzoną działalność.
– Nie trzeba chyba dodawać, że w obecnej sytuacji ceny tych surowców będą dyktować spekulanci. Wydaje się, że kontrolowane przez Skarb Państwa spółki podejmując taką, a nie inną decyzje nie wzięły w ogóle pod uwagę sytuacji innych gałęzi gospodarki. Nasi członkowie zostali więc pozostawieni sami sobie i będą musieli zmierzyć się z kolejnym, obok wzrostu cen energii elektrycznej, wzrostem kosztów produkcji – mówi prezes UPEMI i dodaje:
– Na samym końcu tego łańcucha oczywiście jest konsument, czyli całe społeczeństwo. W tym jednak przypadku nie grozi nam jedynie wzrost cen ale to, że produktów może po prostu zabraknąć w sklepach.
Książki warte polecenia: Sygnały racic|Rozród – Praktyczny przewodnik zarządzania rozrodem (Cow Signals) Sygnały brojlerów |Sygnały kur nieśnych |Sygnały indyków




