Copy LinkXFacebookShare

Soja GMO w paszach tylko do końca roku. Czy to możliwe?

Soja GMO stanowi obecnie podstawową paszę białkową w żywieniu drobiu oraz trzody chlewnej. Jest również wykorzystywana w żywieniu bydła mlecznego oraz mięsnego. Od 1 stycznia 2019 r. nie będzie można używać jej jako komponentu paszowego. Czy hodowcy mają zatem alternatywę dla tego rozwiązania?

Ministerstwo rolnictwa, jak informuje TVP 1, ma rozwiązanie na to aby nie sparaliżować produkcji pasz w Polsce. Do sejmu ma trafić ustawa, która w dłuższej perspektywie wprowadzi ograniczania w imporcie soi GMO.

Rośliny białkowe mają być uprawiane w Polsce. Ponadto w razie potrzeby mamy się posiłkować importem soi ze wschodu, ale oczywiście tej nie modyfikowanej genetycznie.

Projekt ustawy ma zawierać również drogę dojścia do samowystarczalności polskiego przemysłu paszowego oraz do uniezależnienia się od źródeł białka pochodzących zza oceanu.

– Żeby być w miarę spokojnym powinniśmy mieć informacje w okolicach sierpnia 2018 roku jaka będzie decyzja w tym temacie, żebyśmy się mogli po prostu przygotować – mówił dla TVP 1 Adam Zalewski, Dyrektor Generalny De Heus.

W ministerstwie rolnictwa w zeszłym roku nad założeniami tej ustawy pracowała powołana w tym celu grupa ekspertów. Brała ona pod uwagę uprawę soi w Polsce, a także możliwość wykorzystania w żywieniu zwierząt poekstrakcyjnej śruty rzepakowej, której ponad 600 tys. ton co roku wyjeżdża z Polski, głównie do Niemiec i Hiszpanii.

– Niemcy widząc to, że można zastąpić soję GMO po części rzepakiem otoczkują go tłuszczem przez to zwierzęta lepiej go wykorzystują. Tę technologię chcemy wprowadzić w Polsce – mówił dla TVP 1 Krystian Popławski, minister rolnictwa.

Soja GMO trafia do Polski każdego roku w ilości 2,5 mln ton głównie z Argentyny, Brazylii oraz Stanów Zjednoczonych.

Zobacz nas w Google News

pijany woźnica, zaprzęg, dzielnicowy, koń
Polska

Pijany „rajd” woźnicy. Wydmuchał ponad 3 promile

deficyt wody, woda dla upraw, susza rolnicza, iung
Uprawa

Opady przyhamowały suszę rolniczą. „Deficyt wodny został częściowo zniwelowany”