Copy LinkXFacebookShare

Na kupowaniu zdrowych świń ze stref ASF powstały fortuny

O dramatach rolników sprzedających zdrowe świnie ze stref ASF za bezcen, budowie majątków na tym zjawisku, utrąceniu budowy państwowego zakładu do przerabiania świń czy zniszczeniu gospodarstwa, któremu dopiero teraz wypłacono odszkodowanie – mówił były minister rolnictwa, poseł Jan Krzysztof Ardanowski (PiS).

Podczas kwietniowego posiedzenia sejmowej komisji rolnictwa i rozwoju wsi podkreślał, że tylko sprawne, dobrze funkcjonujące i konsekwentnie postępujące państwo może przeciwdziałać i doprowadzić do wyeliminowania choroby zwierząt o szerokim zasięgu.

– To nie jest tak, że wszyscy w Polsce są przekonani, że należy zlikwidować afrykański pomór świń. To my, rolnicy, o tym mówimy, bo widzimy, jakie dramaty w gospodarstwach, jakie spustoszenia, jakie koszty dla budżetu to generuje. Ale przecież nie jest żadną tajemnicą – i o tym wielokrotnie mówił minister Szymon Giżyński, poprzedni pełnomocnik do spraw zwalczania ASF, który podawał bardzo precyzyjne dane i przykłady – w Polsce powstały fortuny na kupowaniu świń ze stref, najbardziej przebadanych, zdrowych świń, za bezcen – obrazował Ardanowski.

Mówił, że powoduje to dramat rolników, których gospodarstwa padają. A brak konsekwencji w działaniach albo uleganie różnym grupom lobbystycznym sprawiają, że zwalczanie ASF w Polsce będzie trwało długo albo może nigdy nie zakończy się sukcesem.

– Utrącono – i mówię tu bardzo otwartym tekstem, biorąc pełną odpowiedzialność – zaawansowane prace nad uruchomieniem państwowego zakładu do przerabiania świń ze stref afrykańskiego pomoru na pełnowartościowe konserwy, poddane obróbce termicznej, które byłyby wybawieniem w tej chwili przy potrzebach żywnościowych, zarówno naszych gości z Ukrainy, jak i pomocy humanitarnej, którą Polska mogłaby stosować. Jednocześnie ten zakład przeciąłby spekulację, która występuje na rynku w zakresie obniżania cen. To zostało utrącone poprzez różne działania lobbystyczne, ale również działania służb specjalnych, mówię tu bardzo otwarcie. Konsekwencją jest spekulowanie ceną, o której to spekulacji część państwa posłów mówiła – przekonywał polityk PiS.

Wskazywał też  na niekonsekwencje w zakresie wyeliminowania dzika, jako głównego wektora przenoszenia choroby i rezerwuaru tej choroby w przyrodzie. Sama bioasekuracja w gospodarstwach zdaniem posła nie przyniesie nigdy 100-procentowych efektów, jeżeli choroba będzie w przyrodzie – w żywych bądź zdechłych dzikach.

– W Polsce w dalszym ciągu wiele środowisk twierdzi, że odstrzał dzików jest absolutnie zbędny, niektórzy nawet twierdzili, że wilki powinny się rozmnożyć, że one rozwiązałyby problem dzików. Jakieś absurdalne głupoty, które są głoszone, i to przez skądinąd poważnych ludzi, często polityków, którzy wypowiadają się na ten temat. To znaczy co, Niemcy, którzy rocznie odstrzeliwują ponad 800 tys. dzików, są idiotami? Duńczycy, którzy wybili wszystkie swoje dziki, nie bojąc się o ewentualne odbudowanie pogłowia, jeżeli choroba zostanie wyeliminowana, są idiotami? A u nas cały czas toczy się dyskusja, czy dziki są tymi, które przenoszą chorobę, a jednocześnie, czy w ogóle powinny być – z wielu powodów, również wplątując w to moralność i etykę – czy powinny być odstrzeliwane. Tę dyskusję trzeba przeciąć. Bez masywnego odstrzału dzików, znacznie większego niż ten, który jest w tej chwili, tej choroby w Polsce się nie wyeliminuje – zaznaczał Jan Krzysztof Ardanowski.

Zwracał też uwagę, iż państwo nie jest w stanie wymusić na Polskim Związku Łowieckim odpowiedniego poziomu odstrzału. Bo jest wielu myśliwych, którzy rozumieją obowiązek wobec państwa.

– Ale jest również bardzo wielu, którzy robią wszystko, żeby nie dokonywać odstrzału dzików, m.in. fałszując dane statystyczne, kuglując tymi danymi, na podstawie których rząd, władza ma podjąć decyzję o tym, jak zapewnić skuteczność zwiększenia odstrzału – dodawał eksminister rolnictwa. Jak przekonywał, nie została wykonana ustawa z wiosny 2020 r., określająca, w jaki sposób zwiększyć odstrzał dzików, dająca m.in. dodatkowe uprawnienia lekarzom weterynarii, wojewodom. Wskazywał również na "sytuacje patologiczne".

– Przypominam sobie sprawę jednego z dużych gospodarstw zajmujących się hodowlą trzody na Podlasiu, które zostało zniszczone przez służbę weterynaryjną, chociaż nie było tam ASF. Skierowaliśmy wtedy z Szymonem Giżyńskim sprawę do prokuratury i okazuje się, że ten rolnik miał rację, ponieważ ostatnio wypłacono mu wielkie odszkodowania – nawoływał Jan Krzysztof Ardanowski dodając:
 
– Wtedy gospodarstwo, które nie było zakażone wirusem, zostało zniszczone. Za to ktoś również powinien ponieść odpowiedzialność
 
Więcej informacji na temat hodowli i produkcji trzody chlewnej znajdziesz w magazynie "Hoduj z Głową Świnie". ZAPRENUMERUJ

Zobacz nas w Google News

pijany woźnica, zaprzęg, dzielnicowy, koń
Polska

Pijany „rajd” woźnicy. Wydmuchał ponad 3 promile

deficyt wody, woda dla upraw, susza rolnicza, iung
Uprawa

Opady przyhamowały suszę rolniczą. „Deficyt wodny został częściowo zniwelowany”