Wymarznięcia – bez dopłat do hektara
wymarzniecia_tytus
Brak pokrywy śnieżnej i mróz przyczyniły się do dużych strat w uprawach. Foto_Tytus Żmijewski
Na terenie województwa kujawsko-pomorskiego na potrzeby oszacowania strat związanych z wymarznięciami powołano 140 komisji, które stwierdziły szkody w przeszło 12 tys. gospodarstw na powierzchni blisko 200 tys. ha.
Duża skala tegorocznych wymarznięć dotyczy także innych regionów. Wszędzie jednak pomoc, jaką zaoferowało państwo rolnikom, przyjęto co najmniej z niezadowoleniem.
W Bydgoszczy zorganizowano w tej sprawie spotkanie kujawsko-pomorskich gospodarzy z wiceministrem rolnictwa Rafałem Romanowskim. Przyznał on, że problem złych skutków atmosferycznych jest duży. Prosił także o szybkie prace komisji szacujące rolnicze straty.
– Nie jest to wdzięczna praca, przede wszystkim dla tej części społecznej, ale niestety bez tej części społecznej tego typu praca komisji nie może się odbyć. Na podstawie protokołów ministerstwo będzie w stanie określić kwotę środków budżetowych, która zostanie przekazana – podkreślał.
Ale miejscowi farmerzy chcieli usłyszeć coś więcej. Bo tamtejszy rolniczy samorząd, zwracając uwagę na wielkość i rozmiar strat spowodowanych przez styczniowe mrozy, zabiegał o pomoc w postaci dopłaty do hektara do powierzchni wymarzniętych i zlikwidowanych upraw.
"Niestety, pomimo wielu wcześniejszych obietnic i zapowiedzi, dowiedzieliśmy się z ust pana wiceministra, że na taką pomoc nie ma co liczyć. Jest to bardzo zła wiadomość, która zaniepokoiła wielu rolników dotkniętych klęską wymarznięć. Proponowane wsparcie dla gospodarstw w formie preferencyjnych kredytów, umorzeń czynszów dzierżawnych, podatku rolnego czy odroczenia płatności składki KRUS ma wymiar czysto propagandowy i nie może być traktowane, jako realna pomoc dla rolników" – podsumował rolniczy samorząd.
Podobnie uważa Michał Olkowski, rolnik z powiatu nidzickiego (woj. warmińsko-mazurskie). – Wszelkie odroczenia, kredyty "na dogodnych" warunkach, niech mi pan uwierzy, rolnicy w ogóle na to właściwie nie zwracają uwagi. Bo trochę później trzeba to wszystko oddać, spłacić, uregulować. A kto wie co będzie później? Na razie wygląda na to, że może być jeszcze gorzej – wyjaśnił nam napotkany na swoim polu gospodarz.
W jego opinii pieniądze dla rolników znalazłby się w wyniku cięć wydatków w administracji.
– Rolników kontroluje kilka instytucji, choćby agencja modernizacji rolnictwa, sanepid czy weterynaria. To przecież ogromne koszty, na ludzi, samochody, sprzęt, benzynę. Niech będzie jedna kontrola, jakaś połączona. A wszystkie pieniądze zaoszczędzone mogłyby trafić bezpośrednio do kieszeni rolników. Bo to nam się należą – wskazuje nasz rozmówca.
