Copy LinkXFacebookShare

Rolnik postrzelony z policyjnej broni? „Kilka centymetrów wyżej i już byśmy nie rozmawiali”

Znamy więcej informacji w sprawie prawdopodobnego trafienia rolnika kulą z broni palnej używanej podczas treningu strzeleckiego policji. Poszkodowany ma rany obu rąk. Domaga się rzetelnego śledztwa i odszkodowania.

O zdarzeniu w miejscowości Chlebowo w pow. stargardzkim (woj. zachodniopomorskie) informowaliśmy w środę, a doszło do niego dzień wcześniej. Wówczas było wiadomo jedynie, że rolnik został ranny na polu, a w odległości około kilometra odbywało się szkolenie strzeleckie policjantów i obie te sytuacje mogą mieć ze sobą związek. Teraz wydaje się to wysoce prawdopodobne.

Pojechał pracować na polu

Jak ustalili dziennikarze Polsat News, rolnik feralnego dnia wsiadł na ciągnik i pojechał z kolegami zbierać kamienie na polu. Słyszeli, że w pobliżu trwa strzelanie sportowe. W pewnym momencie pan Dominik usłyszał dźwięk uderzenia w metalową część ciągnika, a następnie poczuł dziwne ciepło, ból, po czym spadł z maszyny.

– Spadłem z ciągnika. Kolega pyta, co postrzelili cię? Ja odpowiedziałem, że chyba tak. Najpierw spojrzałem na jedna rękę, gdzie kula przeszła na wylot, a potem poczułem w drugiej ręce ciepło i mokro. I zobaczyłem, że tutaj mam też rozwalone, bo tu się zatrzymała kula – relacjonował w rozmowie z Polsat News pan Dominik.

Pocisk z „kałasznikowa”?

Chwilę po zdarzeniu jego koledzy wezwali służby ratunkowe. Przyjechały pogotowie ratunkowe i policja. Ranny był najpierw opatrywany na miejscu, a potem przewieziono go do szpitala. Tam potwierdziło się, że pocisk z broni palnej przeszedł przez nadgarstek jednej ręki i utkwił w przedramieniu drugiej ręki.

Według ustaleń reporterów, do lecznicy przybyli też policjanci i dziwili się, jak ta kula mogła wydostać się poza obręb strzelnicy. Ponadto mieli wyrażać zdziwienie odnośnie rodzaju pocisku, który miał pochodzić z karabinu AK47, czyli popularnego „kałasznikowa”.

Kilka centymetrów wyżej i…

Poszkodowany rolnik domaga się rzetelnego śledztwa i zapowiada wystąpienie o odszkodowanie, bo odniesione rany uniemożliwiają mu obecnie wykonywanie pracy.

– Miałem tak ułożone ręce i podpartą nimi głowę, że kilka centymetrów wyżej i dostałbym w głowę i już byśmy nie rozmawiali. Nie mogę rąk zacisnąć, ledwie radze sobie z telefonem na dwie ręce. Do tego dochodzi cały czas mrowienie, trzęsą mi się ręce – opisywał pan Dominik.

Postępowanie wyjaśniające w tej sprawie prowadzą prokuratura (w kierunku przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego oraz „zwykłego, lekkiego uszkodzenia ciała i rozstroju zdrowia”), a także funkcjonariusze z Biura Kontroli Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie.

Zobacz nas w Google News

pijany woźnica, zaprzęg, dzielnicowy, koń
Polska

Pijany „rajd” woźnicy. Wydmuchał ponad 3 promile

deficyt wody, woda dla upraw, susza rolnicza, iung
Uprawa

Opady przyhamowały suszę rolniczą. „Deficyt wodny został częściowo zniwelowany”