Francuscy sadownicy mają pretensje do Polaków
jablka_polskie_2
Polskie jabłka to jeden z towarów, który jest mocno promowany w ZEA. Fot. Krzysztof Zacharuk
Francuscy sadownicy skarżą się, że polskie jabłka, które wyrosły za unijne pieniądze, psują rynek; Polacy odpowiadają, że to reakcja wypychanej z rynku konkurencji – pisze wtorkowy "Puls Biznesu".
"Jabłka z Polski to samo zło – wynika z ostatniego artykułu na czytanym przez branżę owocowo-warzywną portalu Freshplaza.com, w którym zarzuty wobec polskich owoców stawiają Francuzi" – pisze "PB".
"A poszło o dwunastokrotnie wyższy import znad Wiły. Freshplaza, cytując Daniela Sauvaitre, szefa National Apple&Pear Association, informuje, że od sierpnia 2018 r. do lutego 2019 r. Francuzi kupili od nas 13,9 tys. ton jabłek, podczas gdy rok wcześniej 1,16 tys. ton" – dodaje dziennik.
Jak podano, konkurencja znad Sekwany stawia – przynajmniej w rozmowie z Freshplaza.com – wiele zarzutów naszym sadownikom.
"Przede wszystkim wytyka, że od 10 lat bierzemy pieniądze z UE na modernizowanie i rozbudowywanie hektarów z jabłoniami, dzięki czemu staliśmy się drugim producentem na świecie. Ponieważ utraciliśmy największego odbiorcę czyli Rosję (w związku z embargiem), to przyjęliśmy +strategię agresywnego podboju+ nowych rynków dzięki temu, że obowiązują u nas +najniższe środowiskowe, socjalne i sanitarne normy w Europie+" – pisze gazeta.
"To jest oczernianie polskich jabłek, które – zwłaszcza przez publikacje na branżowym portalu – ma nam zepsuć opinię wśród potencjalnych odbiorców i obniżyć wizerunek naszych owoców w Europie (…)" – mówi "PB" Michał Lachowicz, szef grupy La-Sad.
- Agrobiznes bez tajemnic. Zamów prenumeratę miesięcznika "Przedsiębiorca Rolny" już dziś
