Copy LinkXFacebookShare

Lepszy handelek niż szpadelek, czyli kto zarabia na pracy rolników

Najwięcej pracy – po stronie rolnika. Największe ryzyko – po stronie rolnika. Najmniejsze dochody – po stronie rolnika. Tak w Polsce wygląda dziś produkcja i obrót żywnością.

Potwierdzają to opisywane przez nas niedawno badania Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów dotyczące cen (w sklepach wielkich sieci handlowych) cebuli, ziemniaków, jabłek, wiśni i malin.


Wyniki w dużej mierze dowodzą to, o czym od dawna mówią rolnicy – że ich zarobek jest niewielki w porównaniu do ostatecznej ceny. W skrajnych przypadkach jest to zaledwie kilkanaście procent stawki na sklepowej półce.

Kontrole inspektorów wykazały, że w większości przypadków między rolnikiem a sklepem działa kilku pośredników, którzy mają znaczący wpływ na ostateczną cenę warzyw lub owoców oferowanych w sklepach. Dość powiedzieć, że w przypadku jabłek zysk pośredników wahał się od 10 do 77 proc., a sklepów od 9 do 27 proc.  

"Z analiz wynika jednocześnie, że w najgorszym przypadku sadownik zarobił zaledwie 14 proc. końcowej ceny jabłek. Zakładając, że kilogram owocu kosztował 2 zł oznacza to, że mogło się zdarzyć, że rolnik zarobił zaledwie 28 groszy, mimo ponoszonych ryzyk i ogromnego nakładu pracy" – podał UOKiK.

Rolnicy w komentarzach w internecie od dawna podkreślają, że zapewnienie im uczciwych cen we wszelkich punktach skupowych powinno być traktowane priorytetowo przez państwo.


"Tak naprawdę nie domagamy się niczego innego niż uczciwego traktowania. Uczciwe ceny za to, co produkujemy, uczciwe odszkodowania za straty wynikłe ze złej pogody i uczciwa, równa tej w innych krajach pomoc unijna" – postuluje jeden z internautów.

Inny gospodarz zauważa, że w sklepie często słyszy głosy zdziwienia klientów, że to czy inne warzywo albo owoc znowu podrożały. Tymczasem ogrodnicy i sadownicy w skupach mogą liczyć na te same "grosze".

Kolejny rolnik, który akurat zdecydował o zakończeniu hodowli świń, po zgłoszeniu sprzedaży ostatnich 50 sztuk postanowił zrobić zakupy.

"Klient pyta sklepowej, czy ta kiełbasa nie była wczoraj o 1 zł tańsza, a ona: oczywiście, że tak, ale to w hurtowniach podnieśli cenę. Krew mnie zalewa. Drugi przykład. Stoję w sklepie i patrzę: polędwica wędzona duża jak nie wiem po 42 zł za kg z firmy, do której sprzedawałem tuczniki i to pewnie z tej przerośniętej świni, która ważyła na wbc 140 i była o 1 zł tańsza. Życzę powodzenia i wytrwałości" – napisał.


Gabriel Janowski, były minister rolnictwa – podczas jednego z kwietniowych posiedzeń sejmowej komisji rolnictwa – podkreślał, że polski gospodarz został sprowadzony do roli "surowcowego", a prawdziwe pożytki są w przetwórstwie i w handlu.

– Miliardy, o których mówi się, że to jest eksport, płyną do firm macierzystych, a nie do Polaków. Rolnik jest dzisiaj w pełni kontrolowany przez rynek spożywców i handel. A jest polskie przysłowie: lepszy handelek niż szpadelek. Rolnikom zostawiono szpadelek, tylko że szpadelkiem przy polityce, jaką obserwuję od trzydziestu lat, oni sobie grób kopią – nie przebierał w słowach.

Dodał, że resort którym kierował nosił nazwę Ministerstwo Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Potem zmieniono ją na Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. – A wieś się nie rozwija, tylko zwija na naszych oczach. To jest po prostu przestępstwo, sankcjonowane od trzydziestu lat przez wszystkie rządy – podsumował Janowski.
 

Zobacz nas w Google News

pijany woźnica, zaprzęg, dzielnicowy, koń
Polska

Pijany „rajd” woźnicy. Wydmuchał ponad 3 promile

deficyt wody, woda dla upraw, susza rolnicza, iung
Uprawa

Opady przyhamowały suszę rolniczą. „Deficyt wodny został częściowo zniwelowany”