Copy LinkXFacebookShare

To nie był chuligański wybryk. Ule zniszczył zawodowiec

W Nowej Wsi w gminie Harasiuki (woj. podkarpackie) nieznany sprawca zniszczył kilkanaście uli. Łukasz Michałowski, właściciel pasieki podejrzewa, że sprawcą była osoba doskonale znająca się na pszczelarstwie.

– Ktoś je wywrócił. Wykluczam chuligana, bo skończyłoby się na pierwszym lub drugim ulu, bo pszczoły w końcu użądliłyby sprawcę. To musiał być ktoś, kto zna się na rzeczy. Prawdopodobnie miał na sobie kombinezon pszczelarski, kapelusz, musiał też wiedzieć, jak odpowiednio stanąć przy ulach – mówi pszczelarz w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Dodaje, że postawił swoje ule około dwóch kilometrów od najbliższej pasieki, więc nie wszedł nikomu w drogę. – Zrobiłem to z etyką pszczelarską. Zasięg zbierania nektaru przez pszczoły to właśnie dwa kilometry – podkreśla.

Gdy Michałowski przybył na miejsce zdarzenia okazało się, że kilka procent pszczół było pogniecionych.

Zdecydował, że zawiezie owady w rejon Mielca, gdzie ma stacjonarną pasiekę. Po trzech godzinach jazdy okazało się, że nie żyje jedna z pszczelich rodzin.

Pszczelarz szacuje straty na ok. tysiąc złotych. Kolejne dwa tysiące stracił na miodzie, który zebrałby i sprzedał, gdyby pszczoły stały dalej przy polu z gryką.
 

źródło: "Gazeta Wyborcza"

Zobacz nas w Google News

pijany woźnica, zaprzęg, dzielnicowy, koń
Polska

Pijany „rajd” woźnicy. Wydmuchał ponad 3 promile

deficyt wody, woda dla upraw, susza rolnicza, iung
Uprawa

Opady przyhamowały suszę rolniczą. „Deficyt wodny został częściowo zniwelowany”