Copy LinkXFacebookShare

Sprawa konia na myjni samochodowej – prokuratura podjęła decyzję

Śledczy z prokuratury poinformowali o rozstrzygnięciu w głośnej sprawie mycia na myjni samochodowej konia, który w pewnym momencie spłoszył się, co wyglądało bardzo groźnie. W postępowanie zaangażowany był biegły z zakresu weterynarii.

O sytuacji, do której doszło 18 stycznia na myjni samochodowej w Makowie Mazowieckim (woj. mazowieckie), było bardzo głośno w całej Polsce. Z nagrania, które obiegło internet i media wynikało, że woźnica, mimo dość niskiej temperatury, umył konia myjką wysokociśnieniową, po czym – gdy miał już odjechać zaprzęgiem – zwierzę nagle spłoszyło się i prawdopodobnie uszkodziło elementy myjni.

Postępowanie umorzone

Po zgłoszeniu policjanci pod nadzorem prokuratury wszczęli postępowanie, które było prowadzone w dwóch kierunkach – zniszczenia mienia i znęcania się nad zwierzętami.

W minioną środę (5 marca) poinformowano, że Prokuratura Rejonowa w Przasnyszu zakończyła dochodzenie prowadzone przez Komendę Powiatową Policji w Makowie Mazowieckim.

Postępowanie zostało umorzone wobec braku znamion czynu zabronionego, stypizowanego w art. 35 par. 1a Ustawy o ochronie zwierząt” – przekazała Elżbieta Edyta Łukasiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce.

Koń nie doznał urazów

Jak dodała, w toku podjętych czynności w sprawie zostali przesłuchani świadkowie, zostało też zabezpieczone nagranie z monitoringu z myjni, obejmujące mycie konia oraz zachowanie się jego właściciela.

„Zwierzę zostało zbadane przez lekarza weterynarii, który sprawdził również warunki bytowania konia. Po przeprowadzonym badaniu lekarz stwierdził, że zwierzę w wyniku mycia nie doznało żadnych urazów, nie wykazywało objawów bólu ani cierpienia. Koń utrzymany jest w bardzo dobrych warunkach i jest w dobrej kondycji. Koń na myjni spłoszył się w wyniku działania czynników zewnętrznych, a nie z powodu samego mycia” – wskazała Łukasiewicz. 

Lekkomyślne zachowanie

Poinformowała ponadto, że wzięta została pod uwagę opinia biegłego z zakresu weterynarii w kwestii zachowania się mężczyzny wobec konia (nazwanego Darcys Oliver).

W opinii biegły – jak podała prokuratura – stwierdził, że „mycie konia na myjni samochodowej w temperaturze 6 st. C nie jest zachowaniem godnym pochwały, jednak po przeanalizowaniu całego przedstawionego materiału dowodowego stwierdził, że zachowanie mężczyzny było lekkomyślne i cechowało się brakiem wyobraźni, jednak nie nosi znamion znęcania się nad zwierzęciem. Reakcja konia widoczna na filmie, a w konsekwencji jego upadek, były wynikiem nieszczęśliwego wypadku, którego przyczyną było działanie czynników zewnętrznych. W wyniku zaistniałej sytuacji, zwierzę nie odniosło żadnych obrażeń zarówno natury fizycznej, jak i psychicznej”.

Ma warunki do odpoczynku

Ponadto biegły zwrócił uwagę, że konie są zwierzętami dobrze przystosowanymi do znoszenia niskich temperatur otoczenia.

„Koń po opuszczeniu myjni przebył dystans około 5 km. Po dotarciu na miejsce zwierzę zostało wyprzęgnięte z bryczki i odprowadzone do stajni, gdzie miało zapewnione odpowiednie warunki do odpoczynku” – czytamy w komunikacie prokuratury.

Jak w nim zastrzeżono, postanowienie o umorzeniu dochodzenia nie jest prawomocne.

Zobacz nas w Google News

pijany woźnica, zaprzęg, dzielnicowy, koń
Polska

Pijany „rajd” woźnicy. Wydmuchał ponad 3 promile

deficyt wody, woda dla upraw, susza rolnicza, iung
Uprawa

Opady przyhamowały suszę rolniczą. „Deficyt wodny został częściowo zniwelowany”