Copy LinkXFacebookShare

Takie niewypłacalności w rolnictwie jeszcze nie było. Mamy efekt domina?

Pandemia i jej następstwa, ale także inne problemy powodują, że płynność finansowa podmiotów z wielu branż jest coraz bardziej chwiejna. Te z kategorii "rolnictwo-żywność" są mocno widoczne w zestawieniach dotyczących niewypłacalności.

"Rzeczpospolita" wskazuje, powołując się oficjalne źródła – Monitor Sądowy i Gospodarczy – że od początku roku opublikowano informacje o 316 niewypłacalnościach polskich firm – o 75 proc. więcej niż przed rokiem.


Dziennik przywołuje też wyniki badania Euler Hermes, z którego wynika, że usługi odczuwają nie tylko skutki zamknięcia gospodarki, ale także kryzysowych budżetów samorządów, firm i konsumentów.

Niewypłacalności postępują w branży HoReCa, pojawiły się problemy firm z zakresu utrzymania zieleni, ochrony, pośrednictwa pracy, opieki przedszkolnej.

"Kryzys mamy w rolnictwie: produkcja podstawowych art. spożywczych stała się areną niewypłacalności w skali, jakiej nigdy nie widziano (w samym lutym niewypłacalność 18 przedsiębiorców agro-rolniczych z sektora upraw i chowu). W otoczeniu rolnictwa następuje efekt domina: problemy mają wyspecjalizowane firmy obsługi upraw i chowu, dostawcy agrochemii i pasz, maszyn ale też firmy skupujące i handlujące płodami i żywcem oraz mięsem" – czytamy w portalu internetowym "Rzepy".

A co z samymi rolnikami? Jedni powiedzą, że dostają rykoszetem, a drudzy, że to właśnie od samych gospodarzy zaczynają się kłopoty całej gałęzi gospodarki. Pewnikiem jest, że rolnikom brakuje stabilizacji dochodów, na co zwracają uwagę rozmówcy "Gazety Pomorskiej".


– Teraz tuczniki mógłbym sprzedać po 4,80 zł za kilogram w wadze żywej. To znaczy, że stawki spadły ostatnio o ok. 30 groszy za kilogram – narzekał rolnik z Dworzyska w woj. kujawsko-pomorskim.

W jego ocenie wygrali ci gospodarze, którzy nie musieli sprzedawać zbóż w czasie żniw, tylko teraz, kiedy ceny są wyższe, a jednocześnie stać ich było wcześniej na kupno środków do produkcji rolnej.

– Ale jeśli ktoś teraz sprzedał drożej zboże i za te pieniądze kupił np. droższe nawozy, to w zasadzie mógł wyjść na to samo – obrazuje rozchwianą sytuację rynkową farmer z Dworzyska.

Jego kolega po fachu z pow. żnińskiego przekonuje, że to rozchwianie jest jeszcze bardziej dotkliwe w czasie pandemii koronawirusa. – Zarabiają na nas głównie spekulanci. Bardzo liczymy, że wreszcie powstanie fundusz stabilizacji dochodów rolniczych – wskazuje rolnik.
 

Zobacz nas w Google News

pijany woźnica, zaprzęg, dzielnicowy, koń
Polska

Pijany „rajd” woźnicy. Wydmuchał ponad 3 promile

deficyt wody, woda dla upraw, susza rolnicza, iung
Uprawa

Opady przyhamowały suszę rolniczą. „Deficyt wodny został częściowo zniwelowany”