Copy LinkXFacebookShare

Zakaz hodowli zwierząt na futra rozwiązałby problem ferm norek

Zakaz hodowli zwierząt na futra rozwiązałby problem ferm norek, które powodują uciążliwy odór, zanieczyszczenia i spadek wartości nieruchomości – uważa Marcin Ślęk ze Stowarzyszenia Ekologicznego "Czyste Środowisko". Zwraca uwagę, że zwierzęta są tam traktowane w sposób bestialski.

Posłowie PiS złożyli w Sejmie projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, który przewiduje m.in. wprowadzenie zakazu hodowli i chowu zwierząt futerkowych w celu pozyskiwania futer. Zakaz miałby wejść w życie 1 stycznia 2022 r. Zapisom tym sprzeciwiają się przedstawiciele branży futerkowej.

Ślęk wyraził uznanie i poparcie dla wprowadzenia zakazu. Jego zdaniem obecność hodowli norek wiąże się z silnym odorem, który jest bardzo uciążliwy dla okolicznych mieszkańców. Podkreślił, że na takich terenach wartość nieruchomości dramatycznie spada.

– To często dorobek paru pokoleń ludzi, którzy ciężką pracą pobudowali małe ojczyzny i gdy w promieniu paru kilometrów powstaje ferma norek, wartość tej ich pracy całego życia praktycznie spada do zera – zaznaczył. Jak dodał, kiedy okazało się, że w okolicy Zosina ma powstać ferma norek, nikt nie chce kupować znajdujących się tam działek budowlanych.

Jego zdaniem dużym zagrożeniem dla środowiska naturalnego – gleby i wód – są odchody i odpady z ferm. Przypomniał, że kiedyś odchody norek były traktowane jako odpady przemysłowe, które trzeba było utylizować, ale od pewnego czasu obowiązuje zapis, zgodnie z którym mogą być nawozem rozrzucanym po polach. Wokół takich ferm mnożą się często muchy, insekty, pasożyty.


W ocenie Ślęka można przypuszczać, że część ferm działa na granicy prawa lub z jego przekroczeniem. Już na etapie powstawania takiej fermy "aby zaniechać pewnych operatów środowiskowych i uzyskać proste pozwolenie na budowę" w deklaracjach zaniżane są wskaźniki dotyczące planowanej liczby zwierząt, która potem w rzeczywistości jest znacznie
wyższa.

Podał przykład inwestycji, w której na 8 ha mają powstać 54 rzędy wiat z klatkami, co może wskazywać, że ma tam być nie deklarowane ok. 20 tys. norek, ale 150-180 tys.

Ślęk podkreślił, że faktyczną liczbę hodowanych norek na fermach bardzo trudno zweryfikować, bo właściciele hodowli praktycznie nikogo tam nie wpuszczają. Z ustaleń wielu osób i organizacji wynika, że klatki są przepełnione, a stłoczenie zwierząt powoduje zachowania agresywne i autoagresywne.

Norki – jak powiedział Ślęk – są zagazowywane, a te, które jeszcze żyją, są dobijane ręcznie. Po odarciu ze skóry, mięso z norek jest mielone w wielkich bębnach i rozrzucane na polu.


Lobby na rzecz utrzymania hodowli norek jest, zdaniem Ślęka, bardzo silne i każda próba legalnego przeciwdziałania tego typu inwestycji spotyka się z agresją ze strony inwestorów, próbami zastraszania czy dyskredytowania ludzi, którzy protestują.

Zdaniem Ślęka informacje o zatrudnionych w tej branży w Polsce 50 tys. osób są przesadzone, a faktyczna jest to ok. pięć tysięcy pracowników. Przekonuje, że hodowla norek na futra to w Polsce dochodowy biznes, m.in. dlatego, że zgodnie z polskim prawem jest to specjalna działalność rolnicza, produkcja rolna, co wiąże się ze znacznie niższymi obciążeniami podatkowymi niż w przypadku przedsiębiorstw.

Zakazy hodowli zwierząt na futra wprowadzono m.in. Wielkiej Brytanii i Austrii, a Holandia, która do niedawna była w
czołówce hodowli norek, dała czas do 2024 r. na ich zamknięcie.
 

Zobacz nas w Google News

pijany woźnica, zaprzęg, dzielnicowy, koń
Polska

Pijany „rajd” woźnicy. Wydmuchał ponad 3 promile

deficyt wody, woda dla upraw, susza rolnicza, iung
Uprawa

Opady przyhamowały suszę rolniczą. „Deficyt wodny został częściowo zniwelowany”